Od zarania dziejów muzyka towarzyszy człowiekowi. Nie ma znaczenia czy mamy na myśli proste rytmy w prehistorii, skomplikowaną polifonię baroku czy pełne namiętności dzieła kompozytorów epoki romantyzmu. Zawsze liczy się akt twórczy – działanie, które nie tylko wyróżnia nas jako gatunek, ale daje również poczucie spełnienia i jest wyjątkowym narzędziem komunikacji emocjonalnej z otaczającą rzeczywistością.
Nieustanna fascynacja człowieka sztuką dźwięków, to znak, że warto się jej przyjrzeć. Zapraszam zatem na krótką (być może najkrótszą) podróż przez epoki muzyczne.
Prehistoria
Jak trudno było żyć – kilkudniowa pogoń za dzikim zwierzem, „luksusowy” nocleg w mrocznej jaskini, ręcznie szyty „garnitur” na miarę – wszyscy wiemy i nie sądzę byśmy dzisiaj przeżyli chociaż jeden taki dzień. Ale w tych spartańskich warunkach nie brakowało naszym przodkom chęci do tworzenia. Zwierzęce rogi, grzechotki, prymitywne bębny i wszelakie piszczałki w zupełności wystarczały do tego aby tańczyć do upadłego, wygrywać nieskomplikowane melodie, komunikować się głosem. Szkoda, że nasi praprzodkowie nie znali pisma – nasza wiedza o ich muzycznych talentach byłaby bogatsza.
Starożytność
Grecja, Rzym, Egipt, Mezopotamia, Chiny – osiągnięcia tych cywilizacji służą współczesnemu człowiekowi. A jak było z muzyką? Wystarczy przyjrzeć się chociażby Grecji. Powstanie skal muzycznych, określanie i zapisywanie wysokości dźwięków, niebanalne instrumenty, terminy muzyczne, które przetrwały do dnia dzisiejszego – to tylko nieliczne osiągnięcia starożytnych Greków. Zachęcam do uruchomienia wyobraźni – zamknijmy oczy i przenieśmy się na kilka chwil do amfiteatru antycznego. Przyjrzyjmy się kitharze, posłuchajmy aulosów (greckie instrumenty) i dzięki Muzom cieszmy się wszelaką sztuką – wszak już niedługo Europę ogarnie mroczne średniowiecze.
Średniowiecze
A tak było pięknie … No cóż, czasy przez niektórych określane wiekami ciemnymi kiedyś musiały nastąpić – takie swoiste ludzkie dążenie do zmian, niekoniecznie pozytywnych. Na szczęście wykształceni duchowni uratowali sztukę dźwięków od zapomnienia. Zarezerwowany wyłącznie dla celów sakralnych chorał gregoriański dominował przez stulecia. Od VI wieku jednogłosowy śpiew wypełniał przestrzenie sakralne, przenosząc wiernych w zupełnie inny wymiar. Średniowieczne manuskrypty informują ponadto o zagadnieniach teoretycznych - to w tym czasie rodzą się podwaliny współczesnej notacji muzycznej (na początku dotyczącej wyłącznie wysokości dźwięków, a w miarę rozwoju wielogłosowości związanej także z rytmem muzycznym).
Po IX wieku nastąpił przełom – ówcześni twórcy zaczęli odkrywać i doceniać piękno polifonii (wielogłosowości). Na początku nieśmiało tworzyli dwugłosowe utwory (organum), potem komponowali trzygłosowe motety, by końcem średniowiecza zafundować coś niewyobrażalnego w tamtym okresie – czterogłosową konstrukcję przeplatających i wzajemnie uzupełniających się głosów. Choć większość średniowiecznych kompozytorów to anonimowi twórcy, warto wymienić przynajmniej trzech: Leoninus, Perotinus, Guillaume de Machaut.
A co z muzyką świecką? Do około X wieku zdominowana została przez twórczość religijną. Jako sztuka pogańska nie znalazła aprobaty u wykształconych mnichów. Duchowni (co zrozumiałe w tamtych czasach) nie byli zainteresowani, by utrwalać na papirusie melodie i teksty świeckie. Dopiero w drugiej połowie średniowiecza, za sprawą m.in. Trubadurów i Truwerów, możemy poznać jak bawiono się na zamkach średniowiecznej Europy.
I jeszcze jedna ważna informacja – „bezwarunkowa” miłość Mieszka I do Dobrawy przyczyniła się m.in. do tego, że chorał gregoriański przywędrował na ziemie polskie. Prócz religijnego i politycznego znaczenia, wydarzenie to przyłączyło nas do kultury naszych sąsiadów. Od teraz już na zawsze będziemy związani z muzyką południa i zachodu – wielokrotnie czerpiąc dużymi garściami, a czasem dając jej więcej niż moglibyśmy sobie wyobrazić.
Co wydarzyło się później? Zgodnie z ówczesnym włoskim słowem rinascita - człowiek się obudził. Ale o tym w następnym odcinku.
Marek Rolek